niedziela, 23 stycznia 2011

#9203 Zazdrość

1. «uczucie przykrości, żalu spowodowane czyimś powodzeniem, szczęściem, stanem posiadania itp. i chęć posiadania tego samego»


Zazdrość jest żałosna.
Dlaczego większość ludzi ją odczuwa na każdym kroku, nie próbując czegoś ze sobą zrobić? Najczęściej jedynym działaniem jest podrzucanie innym kłód pod nogi i rozpuszczanie wyssanych z palca plotek.
Dlaczego nie spróbować czasem popracować nad sobą? Fakt, o wiele łatwiej jest kogoś obsmarować od stóp do głów, zmieszać z gównem i poniżyć.

Nie rozumiem tego.


Abstrakcją jest cieszyć się czyimś szczęściem, z czyichś sukcesów i powodzenia.


Wszechobecna znieczulica po prostu mnie osłabia.
Może dlatego coraz mniej rozmawiam z ludźmi?


nevermind.

wtorek, 18 stycznia 2011

#135978 Aspartam

Aspartam przy swojej niekaloryczności jest 180 razy słodszy niż cukier. W dodatku z jakimś innym słodzikiem jest przez większość ludzi nie odróżniany od cukru. Nieoficjalnie rakotwórczy, ale nevermind.

Dobrze, że nie mam fenyloketonurii.


co jeszcze?



są zmiany na blogu.
Powinno to zauważyć 100% czytających (ja)
Zwiększyć czytalność wśród internautów pięciokrotnie (5x0=0)
a i zmniejszy się ilość negatywnych komentarzy o 55.89% ( 100%-55.89% = 44.11% = 0 )

piątek, 31 grudnia 2010

#23290 Szczęśliwego Nowego Roku

No tak, mamy 2011 rok.

postanowienia, podsumowania, przemyślenia.


Postanowienia :
i tak ich nie będę przestrzegać

Podsumowania :
2010 był dziwny.
Chyba najbardziej zróżnicowany ze wszystkich.
Było fajnie, głupio, bardziej głupio, potem znowu fajnie.
Generalnie wyszło na plus.
Sytuacja z grubsza się wyjaśniła, wiem co i jak.

wydarzenia 2010?

Na pewno sylwester 09/10.
Ja, Madzia i Inia krejzolowałyśmy i było sweat, ale tego nie powtórzę. Przynajmniej nie w ciągu kilunastu najbliższych miesięcy.

Urodziny Miśki.
Było przednio, poznałam Papapawełka, rozwaliłam sobie łeb o kibel (spłuczkę od kibla też, ale nie wiem czy łbem), pogowałam, poznałam Korpusa i widziałam elektronicznego papierosa.

Marzec.
eee. Nevermind.
Generalnie obrót o 540 stopni, ale summa summarum cieszę się, że to się stało. Dzięki temu przejrzałam na oczy i się ogarnęłam. Gdyby nie marzec nie wiadomo, czy teraz nie siedziałabym nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim, nie wiadomo z czym w brzuchu.

Leszno.
Uczeń-pilot szybowca. Nie ma co gadać, to trzeba poczuć.

Przemyślenia :
nie chlać, nie ćpać, nie ruchać, słuchać rodziców, sprzątać w pokoju.

to chyba koniec.





a co do świąt to było nudno, ale najadłam się kapusty z grochem i dostałam iPoda.

poniedziałek, 15 listopada 2010

#547677 urodziny

Cześć, dziś mam urodziny.
Nie dostałam zbyt wiele prezentów, życzenia złożyło mi max. 7 osób i grupa wsparcia dieta.pl.
Wczoraj zrobiłam słitemopokeparty w Kuźniku, gdzie było sucho.
Większość "gości" znałam najwyżej z imienia, nawet nie od roku.
Upiekliśmy kiełbasę, zjedliśmy tort, wszyscy się rozjechali.
Nic ciekawego.


Ostatnio wszystko ocieka nudą.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

#14 na haju bez haju.

latam.


jestem uczniem-pilotem szybowca.


cieszę się, tam na górze jest magicznie.
cisza, ludzie jak mrówki, a nawet siedzenia na jakimś stadionie układają się w napisz 'leszno wita'.


mieszkam z paniąpsycholog, bioenergoterapeutą-pilotem-mechanikiem-dyrektorem-ikimśjeszcze i ich synem.
przyjemni ludzie, nie ma co.


uczą mnie pić codziennie świeży sok z grejfruta, medytować, odżywiać się zgodnie z naturą i niezbędnej wiedzy o czakrach.

pobyt tutaj mnie oczyszcza.


ale tylko duchowo, bo będąc na lotnisku cały dzień wieczorem śmierdzę.






odblokowałam jedną za swoich czakr.
niezupełnie, ale jednak.

rozmawiałam z panią Mirellą o tym, że zamykam się na ludzi od marca, a potem rozpłakałam się jak bóbr.
nawet nie wiem za bardzo dlaczego, w końcu normalnie o tym rozmawiam.
płakałam jakąś godzinę, a potem poczułam się tak dobrze, jakby zrzucić z pleców 50 kg.


pani Mirella mówi, że powinnam z kimś o tym pogadać.
napiszę do niej mejla i podam adres bloga.


szkoda, że jutro wyjeżdżam.




eniłej, byłam na dwóch obozach.

generalnie to było przednio, może napiszę więcej kiedyś.




tymczasem ogarniam się i idę spać bo jutro korkociągi.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

#13. siiku

Chce mi się siku, więc szybko i na temat.


Poprawia się, całkiem dobrze się czuję, w dodatku zdałam na motorower

W każdej wolnej chwili jeżdżę na koniach, co mi robi dobrze.

Momentami nawet spotykam się ze znajomymi


A już za niecały miesiąc jadę na obozy.



Ino w weekend muszę jechać z rodzicami nad morze.
drugi raz w tym roku









ta notka jest żałosna.

niedziela, 23 maja 2010

#12. Ojejku!

No cóż, zmieniło się.

przewróciło, przekabaciło, pomerdało.

wszystko inaczej.


najpierw miałam dużo - decydowałam co, gdzie i kiedy.
przynajmniej tak mi się zdawało.
potem się posrało, miałam kupę szlabanów, w tym na znajomych, komputer, imprezy, etc.
z braku rzeczy do robienia zaczęłam czytać książki.
cudowne rzeczy.
zagłębiłam się w fantastykę i filozoficzne powiastki.
zaczęłam też piec na większą skalę.
ciastka, muffiny, ciasta, torty.
cudowne uczucie, kiedy wychodzą smaczne.
jakieś dwa tygodnie później zaczęłam jeździć na konie.
cudowne zwierzęta.
to już będą jakieś dwa miesiące, jak jeżdżę.
zresztą Ci którzy się w to bawią wiedzą, że trudno opisać to co się czuje przy pierwszym galopie, czy przeskoczonej przeszkodzie.
magia.


przez dwa miesiące straciłam chęć przywiązywania się do ludzi.
nie chcę zawiązywać obligujących mnie do czegoś przyjaźni, znajomości.

ludzie przychodzą i odchodzą, więc po co sentymentalne więzi, płacz przy zawodach, tęsknota przy rozstaniach, czy żal przy odrzuceniu?




zresztą.

to wszystko chore.